„Dlaczego miałbym spełniać pragnienie trędowatego i wzbraniać mu, żeby się odrodził i wypiękniał?” (Antoine de Saint-Exupéry).
Chodź, opowiem ci o miłosierdziu. Dzisiejsza opowieść będzie po raz drugi zaproszeniem raczej do drogi niż do słuchania. Chcesz pójść do źródeł? Przyjmij zatem jako pierwsze założenie: trzeba zacząć od drogi pod krzyż Chrystusa. Tak, na Golgotę, gdzie fizycznie być może już byłeś, stałeś w tej kolejce kłaniających się w milczeniu ludzi, którym dano kilka sekund, by mogli położyć ręce na kamieniu, w który był on wbity. Poczułeś głęboki pokój albo wewnętrzne rozdarcie, zrozumiałeś, że znajdujesz się właśnie w centrum ziemi, w najważniejszym punkcie, jaki wytyczyła jej historia. Tego miejsca nie należy opuszczać duchowo. Żeby zrozumieć, czym jest miłosierdzie Boże, trzeba rozpocząć od nauki języka, w którym się ono objawia. To może być skomplikowana lekcja albo błyskawiczne studium – wszystko zależy od twojej życiowej historii i nastawienia.
Więcej:
https://www.gosc.pl/doc/9190557.Nadzieja-w-Milosierdziu-Czy-zmilowanie-Boze-zawsze-oznacza-ulge






