Miał 24 lata, dobre zdrowie i pieniądze, kierowcę, przyjaźń wielu, a powiedział: „Najpiękniejszym dniem mojego życia będzie dzień mojej śmierci”. Pier Giorgio Frassati, ciesząc się życiem, umiał zobaczyć inną perspektywę.
Widział ją może dlatego, że wytrwale, modląc się, chodził po Alpach w okolicy Pollone we włoskim Piemoncie? Bo – jak wiadomo – ze szczytów widać więcej.
Więcej:
https://www.gosc.pl/doc/9406937.Pier-Giorgio-Frassati-Ciemny-Typ-z-jasna-twarza






