Ewangelia (Mt 4, 12-23)
Na Jezusie spełnia się zapowiedź Izajasza
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło».
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie».
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim.
A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.
I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
Słowo na niedzielę
Wydaje się taki czy taki jest
Trzy, niedzielne czytania liturgiczne, w perspektywie człowieka wiary, której przedmiotem jest spełnienie się starotestamentowego proroctwa mesjańskiego Izajasza, związane są z Osobą Jezusa Chrystusa. Pierwsze z nich, roztacza wizję proroczą tego, dla kogo i jak spełni się zapowiedź narodzenia się Człowieka, Którego Istnienie miałoby mieć dla Izraela znaczenie, wprost, ponadhistoryczne. Drugie z nich, ustalając ich kolejność w prostej logice kalendarza gregoriańskiego, to jest Ewangelia Mateusza, relacjonuje kilka zdarzeń z działalności Jezusa, która w zgodzie z kontekstem proroctwa Izajaszowego, miała przynieść wszystkim spośród Ludu Wybranego, obejmowanego działalnością i troską proroka Izajasza, spełnienie ich wielkich oczekiwań, które zrodziły się z dobrze znanych Izajaszowi wielkich potrzeb i problemów, wobec których Izraelici i ich państwo, czy królestwo wtedy, ponosiło porażkę.
Narodzenie się i działalność Jezusa jako zapowiadanego Mesjasza, nie tylko przez Izajasza, ale przez większą grupę proroków starotestamentowych, miała przynieść rozwiązanie wielkich i wciąż narastających problemów, jak referuje do tego stwierdzenie o narodzie, nie tyle będącym, ale kroczącym w ciemnościach, a wraz z tym, co oczywistym się wydaje, także narosłych już problemów jego państwa. Trzecie, to głos Pawła Apostoła, głęboko przekonanego o spełnieniu się proroctwa Izajaszowego w Jezusie, przez Lud Wybrany od wieków oczekiwanym Mesjaszu. To głos człowieka, któremu trudno jest pojąć, i który nie może też zaakceptować tego faktu, iż młody Kościół w Koryncie nie jest zjednoczony doświadczeniem wiary w Jezusa, Mesjasza zapowiadanego przez Izajasza, Którego Paweł jest świadkiem. Za to, czemu świadczył o Jezusie, jak relacjonuje to historia Kościoła, Paweł oddał swoje życie, świadomie i dobrowolnie, na obraz i podobnie do swojego mistrza i Mesjasza, w Którego uwierzył.
Po spisaniu powyższej syntezy przekazu biblijnego wspólnego dla czytań liturgicznych z Trzeciej Niedzieli Zwykłej, może się on wydawać spójny i nadto, wydaje się już być bardzo prostym w jego rozumieniu. Raczej, tylko takim się wydaje.
Krajobraz biblijny proroctw Mesjańskich
Proroctwa mesjańskie, jakie Kościół przywołuje w tę Niedzielę, zgodnie z ocenami biblistów, a te są przypisywane przez nich tzw. Proto-Izajaszowi, są przez Izajasza spisywane w tym czasie, gdy Izrael nie stanowi już królestwa, jednoczącego wszystkie dwanaście pokoleń Jakuba. Izrael zatem, nie był już takim, jak to było za dni Jozuego, pomocnika Mojżesza. On, po przeprowadzeniu Ludu Wybranego przez Jordan, dokonał podziału zdobytej ziemi kananejskiej, która była przed wiekami przyobiecana przez Boga Abrahamowi, Jakubowi i ich potomkom. Zgodnie z Bożą obietnicą, była to ziemia im poddana, i dla nich mlekiem i miodem płynąca i tak się stało. Wtedy był to dwunastopokoleniowy Lud Wybrany, wśród których były te, przywołane w dwóch czytaniach niedzielnych: pokolenia Naftalego i Zabulona. Oni razem otrzymali we władanie krainy, składające się na region o dobrze nam oswojonej, biblijnej nazwie: Galilea.
Izrael za dni Naftalego i Zabulona, radujących się z przyznanych im ziem, można byłoby powiedzieć za Izajaszem tak, „jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupu”, był to Lud, na sposób duchowy zjednoczony, bo związany duchem wspólnej wiary w Boga Jedynego. Bóg tamtego Izraela, to Bóg walczący wraz ze Swoim Ludem i dla Swojego Ludu, o Którym z wielką dumą i wdzięcznością, znów używając treści proroctwa Izajasza, można byłoby powiedzieć tak: „złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy”, a którym był egipski faraon. Po Epifanii Synajskiej, był to Lud, poprzysięgający stosować się wiernie do Prawa Boga Jedynego, objawionego im na Synaju a które choć zapisane na tablicach, to było emanacją Dobra Boga, w duchowej relacji Dobra pomiędzy człowiekiem i Bogiem i wzajemnie pomiędzy ludźmi. To objawienie miało wyjątkowy charakter, bo stało się w szczególnych okolicznościach przyrodniczych, wśród których, w kontekście proroctwa Izajasza, warto przywołać to, że towarzyszyła temu światłość wielka. Można tak to określić, bo zgodnie z opisem autora natchnionego, Bóg na Synaju objawił się Ludowi tak, że: „Góra zaś Synaj była cała spowita dymem, gdyż Pan zstąpił na nią w ogniu i uniósł się dym z niej jakby z pieca, i cała góra bardzo się trzęsła (Rdz 19, 18)”.
Ziemia Obiecana przez Boga wyznaczała granice współistnienia dwunastu pokoleń Jakuba, nazwanego przez Boga imieniem Izrael. Wszystkie dwanaście pokoleń łączyła wiara w Boga Jedynego, a przez to, łączyło je wszystkie to jedno Prawo, przez Boga objawione na Synaju. Prawo Boga, wyznaczało rytm ich codzienności i obowiązki co do dobrego postępowania wobec Boga i nawzajem wobec ludzi spośród tego samego Ludu. Łączyła je także osoba, wcześniej Mojżesza, potem Jozuego, a po nich królów, jak choćby pierwszego z nich, Saula. Tak było z ziemią, na której żył lud Izraela za dni króla Dawida i tak było w dniach jego królowania zjednoczonym w jedno królestwo dwunastu pokoleniom Izraela. Dorobek Dawidowy, zachowany został jeszcze ze dni jego syna, Salomona, który spełnił pragnienie ojca o wybudowaniu Imieniu Boga Jedynego świątyni w Jerozolimie. Do niej, Dawid sprowadził Arkę Przymierza, z niemym świadectwem wspólnoty, zjednoczenia Ludu Wybranego z Bogiem, którym były tablice Dekalogu. Tę pamiątkę Przymierza, Salomon wprowadził do pomieszczenia świątynnego, zwanego: Święte Świętych. Było ono najświętszym, wewnętrznym sanktuarium, uważanym za ziemską siedzibę Boga.
Izrael za dni Izajasza, to nie jest już królestwo zjednoczonych, dwunastu pokoleń Jakuba. Za dni syna Salomona, Roboama, nie potrafiącego przystać na, wydawać się może uzasadnione roszczenia dziesięciu pokoleń jakubowych, by zmniejszyć wysokie obciążenia, jakie wprowadził do obowiązków poddanych Salomon, dopuścił on już jako nowy król Izraela do rozbicia jedności królestwa. W gronie dziesięciu pokoleń, zamieszkujących północ Izraela, oddzielających się od ziem Judy, zwanego później Południowym Królestwem, było pokolenie Naftalego i Zabulona, wraz z ziemią, przez nich władaną, Galileą.
Władca zaś nowego, Królestwa Północnego, Jeroboam nie tylko stworzył granicę polityczną i państwową z królestwem położonym na południu, z Judą. Położył też granicę religijną, poza którą znalazła się Świątynia Jerozolimska. Stworzył bowiem nowe miejsca kultu, a w nich ustanowił nowe symbole Boga. którymi stały się dwa złote cielce (lub byki), umieszczone w ośrodkach kultu w Betel oraz w Dan. Tak, królestwo pod panowaniem Jeroboama, miało się uniezależnić politycznie, ale i religijnie od tradycji wiary i tradycji monarchicznej historycznego Izraela, zapoczątkowanej przez Mojżesza i króla Dawida. W tym, pierwszym przypadku, tradycji wiary i patriarchy Mojżesza, jak można to ocenić, Jeroboam nawiązywał nie to nich, ale do historii Aarona, brata Mojżesza, który na żądanie ludzi, wybudował im złotego cielca, mającego symbolizować Boga, objawiającego się im na Synaju. Wtedy, wywołało to brutalny konflikt i bratobójczą walkę, w której zginąć miało kilka tysięcy mężczyzn. Ale, za dni Izajasza i jego proroctwa, przywoływanego w tę Niedzielę przez Kościół, nie istnieje już nawet Północne Królestwo, poddane Asyrii, ale i Królestwo Południowe jest przez nią zwasalizowane, a może nawet, jeśli proroctwo spisane było później jeszcze, to już także z ryzykiem zniewolenia przez Babilon. To jednocześnie czas nawoływanie Izajasza, o naprawę moralną całego ludu Izraela. To czas jego nieustannego wołania o nawrócenie się królów Judy i poddanie się przez nich mocy, wydaje się ukrytej tajemnie przed nimi w wierze w Dobro Boga i w poddaniu się przez nich na nowo Bogu, na obraz i podobieństwo Dawida. Czas niespełnionego pragnienia i niespełnionego wołania Izajasza, to jest krajobraz biblijny jego proroctwa i zapowiedzi narodzenia się Bożego Króla, Mesjasza i Człowieka, wprowadzającego do Izraela wielką światłość i wielką radość, uwalniającego Izraela z innej i nowej, już nie egipskiej czy może asyryjskiej albo może i nawet nie babilońskiej niewoli.
Jakiego Mesjasza wyczekiwał Izrael
O ile wierzymy, że Jezus Jest tym, zapowiadanym przez Izajasza, to możemy się poczuć współcześnie, jak ci, do których mówi Paweł Apostoł w Liście do Koryntian, przywoływanym w tę Niedzielę. Paweł jest bowiem, jak wynika z ducha tego listu, przekonanym głęboko, że Jezus, Jest Mesjaszem. A on dobrze wiedział, co mówił i w co, lub w kogo wierzył. Był przecież dobrze wykształconym i gorliwym faryzeuszem, związanym wprost z tradycją Mojżeszową i Dawidową, gotowym poświęcić swoje istnienie na obronę tej tradycji i w niej dla dobrze rozumianego, czyli tak, jak on go rozumiał, kultu Boga Jedynego. A praktycznie, była to przecież walka z tymi, którzy twierdzili, że wierzą w Jezusa jako zapowiadanego Mesjasza. Zapewne, Pawłowi jako bardzo dobrze znającemu Pisma i proroków, trudno było przystać na ten oczywisty, mogłoby się wydawać, dla niego fakt, iż nie może być nic dobrego z Nazaretu. Tak samo, jak nie mogło być nic dobrego z Galilei, Północnego Królestwa, odłączonego od Jerozolimy i odłączonego od prawowiernego kultu Boga Jedynego, sprawowanego przez kapłanów odbudowanej po powrocie z niewoli babilońskiej Świątyni Jerozolimskiej. A, Jezus był przecież Galilejczykiem. Paweł pierwotnie, jak człowiek znający znakomicie proroctwo Izajasza, dziś przywoływane w liturgii Słowa, nie uznawał Jezusa za Mesjasza, który miał przyjść. W żaden sposób, jak się wydaje, nie przypominał tego, którego Izajasz zapowiadał, jako uwalniającego z ciężkiego jarzma, łamiącego pręt ciemięzcy, jakim byli już wtedy Rzymianie, nie prowadzący ludu Izraela do wolności, jak sędzia Gedeon, zwyciężający z 300 ludźmi potężne wojska Madianitów. W imię swoich przekonań, Paweł był gotów nawet zabijać wierzących w takiego Mesjasza, a pierwszą ofiarą tych przekonań był Szczepan, ukamienowany w obecności Pawła. Zresztą, arcykapłani tradycji Mojżesza, kultywujący pamięć króla Dawida, którego panowania kontynuacją było Królestwo Judy, wydali wyrok na Jezusa, mając Go nie za Mesjasza. Wzięli Go za obrazoburcę Boga Jedynego, z tego powodu winnego śmierci. Dla nich, był to człowiek niebezpieczny, przez wielu uważany co prawda za proroka, ale przecież było On z, tej, Galilei. Był z ziemi Zabulona i Neftalego, oderwanej niegdyś od macierzy Judy, jak wierzyli za grzech oddawania czci Bogu w obrazie cielców i nie w świątyni Boga Jedynego w Jerozolimie. Był jednym z tych mieszkańców Galilei, według ich oceny, trudno poddających się tradycji Mojżeszowej i właściwie sprawowanego kultu Boga Jedynego. A ten, był wypełniany restrykcyjnie przez, wyłącznie, kapłanów Świątyni Jerozolimskiej i nauczany poprawnie i wyłącznie przez związanych z nią faryzeuszy. Jezus nie wypełniał, jak można to ocenić z perspektywy kapłanów i faryzeuszów z Jerozolimy, ich oczekiwań jako przedstawicieli pierworodnego i prawowiernego Izraela, jak je widzieli w proroctwach Izajasza, wielkiego proroka Ludu Wybranego.
Za Mesjasza, zapowiadanego w proroctwie Izajaszowym, nie brali Jezusa też, jak się wydaje i to w zdecydowanej większości mieszkańcy Nazaret, miasta w Galilei. Nie uznano Go za zapowiadanego Mesjasza, mimo cudów, o których słyszeli, że już uczynił Jezus, ich sąsiad, znajomy, może nawet krewny. Nie uwierzyli jego narracji i wyjaśnieniom proroctwa Mesjańskiego, gdy odczytywał tekst o tym z Księgi Izajasza w synagodze w Nazarecie. Oni, tragicznie zgodnie, uznali to, co powiedział o Sobie w kontekście tego proroctwa za obrazoburcze. A, kto wie, czy może właśnie dlatego, że znane im było pochodzenie Jezusa, urodzonego w Betlejem, poza granicami dawniej Północnego Królestwa i daleko dla nich poza Galileją. A przede wszystkim przecież, jak można sądzić, że znali i tę historię, że Jezus był potomkiem Dawida, którego pamięć próbowały sobie podporządkować jedynie dwa z dwunastu pokoleń spośród dawnego Izraela, panujące krainą dawnej Judy, w której granicach była Świątynia Jerozolimska. Może dla wielu także w Nazaret, dalekiej w sensie kultu religijnego od ówczesnej Galilei. A wiedzieli też, że rodzice Jezusa, Maryja i Józef, poddawali się restrykcyjnie tradycji Mojżeszowej, choćby regularnie oddając część Bogu w Świątyni Jerozolimskiej. Wiedzieli dobrze, że tam pielgrzymowali, tam poświęcali Bogu swojego pierworodnego Syna Jezusa. I ten fakt mógł być znany sąsiadom Jezusa w Nazaret, że tenże, jako już dwunastolatek, uznany za dojrzałą osobę po uroczystej Bar Micwie, pozostał w Świątyni Jerozolimskiej i tam dyskutował z uczonymi w Piśmie tak, jakby był w tej wiedzy im równym. Może te fakty i zdarzenia z historii Jezusa, które były znane w Nazaret, stały za tym faktem biblijnym, że współobywatele Jezusa postanowili Go zgładzić, gdy ogłosił po raz pierwszy, że to On Jest tym, zapowiadanym przez Izajasza Mesjaszem. To zaś, prawdopodobnie, mogło stać się przyczyną tego, jak o tym mówi niedzielna Ewangelia, że Jezus: „Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego”.
Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką
Jak zatem rozumieć proroctwo Izajaszowe, jakie miło odnosić się do Jezusa, Mesjasza i wyzwoliciela Izraela. Jak można zobaczyć w Jezusie Mesjasza, kiedy nie spełniał On oczekiwań ani mieszkańców północnych ziem dawnego Izraela, ani mieszkańców jego południa. Jezus nie wypełniał wyobrażeń o zapowiadanym Mesjaszu, jak relacjonuje to już Ewangelia o Nim: ani prostych ludzi wiary w Boga Jedynego w Nazaret, którzy chcieli Go zabić za Jego mesjańskie oświadczenie o Sobie, ani nie spełniał też, jak o to referuje również Ewangelia o Nim, oczekiwań uczonych w Piśmie i arcykapłanów Jerozolimy. A oni mogliby mieć głęboką wiedzę o proroctwach mesjańskich jako sprawujący, jak się wydaje, bardzo wiernie i restrykcyjnie kult Boga Jedynego, według tradycji Mojżeszowej. Oni wprost wyczekiwali Mesjasza, zapowiadanego w Pismach proroków, które znali i z których czerpali treść do swojego nauczania.
Ten dylemat człowieka wiary, nadto znającego proroctwa mesjańskie, odnośnie sposobu ich wypełniania przez Jezusa, wydaje się, że wyjaśnia w prosty sposób historia cudu, jaki uczynił Jezus dla setnika rzymskiego, którego sługa, ceniony przez niego, śmiertelnie zachorował. Bardzo dyplomatycznie postępując, posłał on wtedy do Jezusa, który nauczał wtedy w Kafarnaum, przedstawicieli starszych ludu, by ci prosili w jego imieniu o przybycie Jezusa do domu setnika, by uzdrowił sługę. Gdy Jezus zgodził się to uczynić i zbliżył się już do jego domu, on posłał na spotkanie Jezusa już wtedy swoich przyjaciół, by w jego imieniu powiedzieli Jezusowi takie słowa: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa będzie uzdrowiony (Łk 7, 6b-7)”. A Jezus odpowiedział na to, dobrze znanymi ludziom wiary słowami: „Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu (Łk 7, 9b)”. Czy wiara wobec Jezusa, jak ta setnika rzymskiego, może być wskazówką do zrozumienia o jakiej światłości wielkiej mówił Izajasz w swoim proroctwie, a który miał ujrzeć z powodu Mesjasza naród, kroczący w ciemności? Takich cudów, jak tamten, uczyniony z powodu wiary Rzymianina, było wiele w okresie trzech lat nauczania Jezusa. Jak choćby ten, gdy Apostołowie, zawierzyli Jezusowi i łamali zaledwie kilka bochenków chleba i tak nakarmili tłumy, przysłuchujące się Jego nauce. Albo wtedy, gdy uwierzono Jezusowi, a On poprosił o odsłonięcie grobu zmarłego trzy dni wcześniej Łazarza z Betanii, bo mówił, że ten nie umarł. Czy wtedy, gdy wierzący w Niego, postawili przed Jezusem łoże chromego, a On poprosił nieuleczalnie chorego, by wstał i nawet, by zabrał swoje łoże i chodził. I to wszystko się stało, zgodnie ze słowami Jezusa, i jak On mówił o tych zdarzeniach cudownych, mocą Boga Jedynego.
Czyżby światło, którego dotąd brakowało narodowi, kroczącemu w ciemności miałaby być wiara?
W czym jest to światło i jak zapisać przesłanie o nim z niedzielnej liturgii Słowa
Niedzielne czytania liturgiczne obejmują długi okres biblijnej historii, ale wszystkie trzy niosą to samo przesłanie, tak samo ważne i aktualne przez cały ten, biblijny czas: wiara w Boga Jedynego może przemienić człowieka. Dobro Boga Jest w mocy głęboko przemienić człowieka, bo w jego duchu. Dobro Boga Jest w mocy ukształtować ludzkiego ducha i za tym, także przeżywanie przez niego, jego własnego istnienia. A prawdą odwieczną, prawdą o Bogu Jedynym, a też dobrą nowiną dla człowieka jest ta, że Imię Dobra brzmi: Jestem Który Jestem i nie ma Dobra poza Bogiem. Nawiązując, zatem, do przywołanego już wyżej przesłania: gdy wiara człowieka jest taka, że jest doświadczeniem Boga, Jest jednocześnie doświadczeniem Dobra i przez to właśnie doświadczenie, Bóg może przemienić ducha w człowieku. I człowiek, który zasmakował Dobra, nie pozwoli się od Niego oderwać, nie porzuci już Dobra. Bóg, za dobrą wolą człowieka do tego, może odmienić sposób widzenia przez człowieka jego własnej codzienności i widzenia swojego własnego istnienia. Do tego potrzebne jest światło dla każdego człowieka, który nadal kroczy w ciemności. Dowodem na to Jest Jezus, Jego Istnienie w ciele i Jego zmartwychwstanie w Duchu. On historią Swojego życia, wzorem postępowania, uwalnia myślenie człowieka o tym, że nie ma pełni Dobra i o tym, że życie winno być tylko tak dobre, jak on sądzi, że może być, tu i teraz, w ciele i w wymiarze materialnym. To jest ciemiężca i to jest jego drążek, pognębiający wiarę człowieka, że cierpienie dla Dobra nie ma sensu.
Poprzez człowieczego ducha, może Bóg odmienić jego relacje, jego postawę, jego priorytety, jego życie. Doświadczenie Dobra Boga, jest światłem do tego, by to zobaczyć w duchu i uwierzyć Dobru. To jest duchowy, ale i konkretny, obraz odwiecznego planu Stwórcy. I to jest też obraz drogi do jedności Stwórcy i człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boga. To droga człowieka do jego włączenia w jedność z Bogiem, Który Jest Dobrem. To upragniony cel drogi dla człowieka, który pragnie nie tylko poznać prawdę o Dobru, ale jeszcze bardziej nawet, pragnie Go doświadczyć osobiście. To jednocześnie droga do zobaczenia przez człowieka w nowym świetle, bo w swoim duchu, obrazu doskonałego Króla i Jego wyłącznie i Jego jedynie doskonałego królestwa, państwa, każdego rodzaju wspólnoty, o ile tylko, całe i w pełni aż do doświadczenia w duchu swojego Króla, przyznają się one do Dobra, Które Jest duchowe i osobowe, udzielającego się im na sposób duchowy. To o takim królestwie, o takim królowaniu i o Swojej jedności z takim Królem, nauczał Jezus Swoich krewnych i znajomych w Nazarecie (Łk 4, 16-30). Takiego królestwa i takiego króla, który przynosi światło, bo oddaje całą prawdę o Bogu i człowieku, bo spełnia się Dobrem Boga, w Które król wierzy, tego pragnął dla Izraela prorok Izajasz. On nie znał jeszcze Mesjasza, ale znając i doświadczając Dobra Boga, wiedział w duchu, że to możliwe. Wiedział o tym, przechowując w pamięci chwalebną historię króla Dawida. A to wiara Dawida była w sposób oczywisty dla Izajasza doświadczeniem Boga, a z tym doświadczeniem i za tym doświadczeniem podążało błogosławieństwo Boga dla człowieka. I w nim człowiek wiary, doświadczał spełnienia się Dobra dla każdego spośród Izraela i całego Ludu wspólnie. Takiego króla, jak Dawid, poprzysięgli słuchać we wszystkim Izraelici tak, jak słuchaliby Boga Jedynego, co potwierdza choćby autor natchniony Księgi Samuela tak: „Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: «Oto myśmy kości twoje i ciało (2 Sm 5, 1)”.
Jedność wymiaru materialnego i duchowego, człowieka i Boga, istnienia człowieka i bytowania Boga stawała się faktem, już za sprawą jednego człowieka: dobrego króla, jak Dawid, którego poddani przyobiecali słuchać we wszystkim i tak się działo, gdy z wiarą tak czynili, jak to sami obiecali i Dawidowi i Bogu. To dlatego też, kiedy spełniło się proroctwo Izajaszowe w Jezusie, potomku Dawida, Paweł Apostoł nie mógł pogodzić się z tym, że wiara młodego Kościoła w Koryncie jest w tak małym stopniu doświadczeniem Boga, jest tak mało związana z obrazem dobrego postępowania, jaki historią Swojego Istnienia na trwale zapisał Jezus. A to więcej niż uczynił Dawid. Bo, historia Jezusa jest to historia Króla, Którego zwycięstwem okazała się nie tyle władza nad ludem i ich państwem, ale nad istnieniem każdego człowieka przez Jego zmartwychwstanie. A właśnie tego świadkiem, życia trwałego, przemienionego, wiecznego był także Paweł Apostoł, który spotkał Jezusa, Pana życia, pod Daszkiem.
Królestwo i królowanie tego Króla okazało się Pawłowi jako przedłużone, przemienione i utrwalone nie inaczej, jak Dobrem i tylko Dobrem, na co dowodem było Jego ukazywanie się wielu żywym za dni Pawła Apostoła, kiedy on i wielu innych miało Go za umarłego. Jego panowanie zostało utrwalone nie inaczej, jak Dobrem i tylko Dobrem, Które Jest Wspólnym ze Stwórcą. Dobro, duchowe, Jest Jednością tych Osób: Ojca i Syna. Dobro, Któremu Jezus poddał Swoje Istnienie, Jest spełnionym Przymierzem Boga z Człowiekiem. Paweł Apostoł już to wiedział, bo doświadczył Dobra w swoim duchu, napełnił się Duchem Dobra na podobieństwo i na obraz Jezusa. A to inna wiedza niż wiedza uczonych w Piśmie i arcykapłanów, którzy zgodnie i świadomie wykroczyli przeciwko Dekalogowi, a tak przeciwko Bogu i Jego Dobru, duchowemu i osobowemu, doprowadzając do śmierci niewinnego, Mesjasza i Człowieka, który przeszedł przez życie dobrze czyniąc. Czynili tak, pyszni swoją, jak się okazuje pozorną wiedzę o tym, co jest prawdą o Bogu, bo w obronie tego, co sami mieli za dobre, pomijając prawdę doświadczenia Dawida oraz prawdę o Dobru. Ono Jest światłem, Które się stało dla całego Ludu Wybranego z udziałem Jezusa, ale mocą Boga. Odwiecznie, Dobro Boga staje się światłem dla człowieka wierzącego tak, jak Henoch, jak Abraham, jak Mojżesz, Dawid i Izajasz, a na koniec, jak Jezus, w Którym spełniło się Ono całe i do końca, którym jest, aż, wieczność i Którym Jezus się udziela każdemu człowiekowi, który o to poprosi.
Andrzej Roter






