Ewangelia (Mt 5, 13-16)
Wy jesteście światłem świata
Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi.
Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie».
Słowo na niedzielę
Słuchać: tak, ale to za mało
Izajasz, przywoływany przez Kościół w Piątą Niedzielę zwykłą, swój proroczy tekst rozpoczyna od sformułowania: „Tak mówi Pan”. Takie sformułowanie, jak i wielce jemu podobne: „To mówi Pan”, pojawiają się, nawet więcej niż czterysta razy w tekstach Biblii, głównie Starego Testamentu i najczęściej w Jego księgach prorockich. Tym: „Tak mówi Pan”, autor natchniony dokonuje wzmocnienia komunikacji, której sam jest, jedynie, głosem. Komunikacja to nie byle jaka, bo Boga z człowiekiem.
Izajasz, za sprawą tego sformułowania: „Tak mówi Pan”, czyni niejako znak przysięgi, co do wypowiadanych w Imię Boga Jedynego słów. Tak, jakby podnosił w górę dwa palce swojej dłoni w tej sprawie. To sformułowanie jest znakiem pełnej świadomości jakże wielkiego znaczenia i nieprzemijalnego sensu słów, w Imieniu Boga wypowiadanych przez Izajasza. „To mówi Pan”, można uznać za potwierdzenie dobrej i silnej woli do wypełnianiu tych słów, od teraz po ostatnie dni istnienia. To niejako obietnica wytrwałości, a jeśli byłaby i do tego potrzeba, to również zapewnienie o nieodwołalnej gotowości do ofiary, by dotrzymać raz wypowiedzianego słowa.
I tak powinien postąpić człowiek, słuchający tego, co Bóg mówi. Słowo, o którym człowiek wiedziałby, że: „Tak mówi Pan”, wyraża tę oto prawdę, która ma nie Bogu, ale człowiekowi posłużyć do jego pożytku. Izajasz, nazywa ten pożytek dla człowieka tak: „… chwała Pańska iść będzie za tobą”. Taki obraz słuchania przez człowieka słów, wypowiadanych wprost przez Boga, to prosta bardzo i bardzo oczywista relacja o komunikacji Boga z człowiekiem. Taką, można nazwać spełnioną. To obraz komunikacji, która się dokonała zgodnie z wolą Boga, co można zrelacjonować tak: Bóg mówił do człowieka, a ten posłuchał Boga i uczynił to, co Bóg mówił do niego. To dopiero i wyłącznie to, co człowiek uczynił ze Słowem wypowiedzianym przez Pana, jest jego odpowiedzią na to, co Izajasz nazywa: „Tak mówi Pan”.
Bóg zaś, jak opowiadają o tym starotestamentowi autorzy natchnieni, z wielkim szacunkiem przywoływani przez tradycję, jak choćby Mojżesz czy Jozue, mówił do człowieka jedynie to, co prowadziło do jego Dobra i służyło do Dobra tych, z którymi przyszło temu człowiekowi przeżywać jego własne istnienie. Bóg mówił Słowa Dobra, spełniającego się dla człowieka tu i teraz, a co człowiek wiary nazywa od zawsze i, przecież nie inaczej, jak historią zbawienia. Łatwiej jest zrozumieć ten termin: historia zbawienia, gdyby uświadomić sobie na podstawie zdarzeń i biblijnych faktów, iż była to, od zawsze, historia zbawienia człowieka Dobrem i zbawienia człowieka od zła, nie przebiegłością czy sprytem człowieka. To, co dobrego, stawało się w tej prawidłowości: przez Boga z udziałem człowieka, poddającego się temu, co Bóg do człowieka mówił, dla jego Dobra.
Podążanie, co zapowiada i obiecuje prorok Izajasz, chwały Pańskiej za człowiekiem, a zatem tej same chwały, która jest radością Samego Boga, jest potwierdzeniem tego faktu, że człowiek stał się, w sensie biblijnym i w perspektywie duchowej, na obraz i podobieństwo Boga Jedynego. To zaś, uprawnia do konstatacji, jakże istotnej dla człowieka wiary, o wypełnienie odwiecznego planu Stwórcy wobec człowieka i to już w trakcie przeżywania przez niego istnienia w ciele. Człowiek, który byłby wysłuchał Słowa Boga i zgodnie z Nim postępował, mocą Dobra Boga przyjmowanego przez człowieka do siebie, doprowadzałby do tego, kulminacyjnego momentu historii swojego własnego życia, że Bóg i człowiek istnieliby nie inaczej, jak podobnie: duchowo i w Duchu. A wspólnością tego podobieństwa, idąc za natchnionym tekstem proroka Izajasza, jest ta sama chwała, jakiej doznawałby wtedy i Bóg, i człowiek.
Słuchać: tak, ale aż do sprawiedliwości
Do istoty tego, czym jest chwała Boga, odniósł się Jezus w rozmowie z bogatym młodzieńcem, który od młodości starał się postępować dobrze, stosując się do Bożego Prawa. Ten, rozumiejąc Słowo Boże i Jego Prawo w Dekalogu, bo starał się Je wypełniać od młodych lat, wyraził szacunek Jezusowi, nazywając Go dobrym. Wiedział zapewne wiele z tego, co mówiono w tamtych dniach o Jezusie, czyniącym wiele dobrego potrzebującym, którzy o pomoc prosili Jezusa, a co miało wtedy dla potrzebujących charakter nadzwyczajny, wprost cudowny skutek. A Jezus, niejako dając z wyprzedzeniem kilkudziesięciu lat do tego, co powiedział Paweł w swoim Liście do Koryntian, iż to, co czyni dobrego, jest „na mocy Bożej”, nie pozwala Siebie nazywać dobrym. Jezus w zaskakująco, jak na tę sytuację siłą, stwierdza, że Jedynym, Kto zasługuje na taką charakterystykę, na takie określenie, Jest Bóg. Trzeba powiązać te fakty w logikę Dobra, Którym jedynie Bóg Jest: Bóg i Stwórca Jest Dobrem, a tak Jest Panem, udzielającym się mocą Jezusowi, Którym On w Imię Boga i Ojca, udziela się potrzebującym. Taką reakcją, Jezus dowodzi, że nie ma Dobra dla człowieka poza Bogiem, że On się również tej prawdzie poddał, w tym sensie inaczej niż w całej historii swojej człowiek, że uczynił to bez reszty. Tak, dał dowód, że Bóg Jest Panem Dobra, każdego Dobra, także zatem Dobra własnego człowieka. A Sam Jezus, przyjął całe Dobro Boga, spełnił się NIm, dysponuje całym Dobrem i może się Nim udzielić każdemu człowiekowi, w każdym pokoleniu, aż do końca istnienia wymiaru materialnego, świata i w nim człowieka. To w tym sensie, Jezus Jest na równi Panem Dobra, jak Jest Nim Bóg i Stwórca.
Logika Dobra, ma co prawda jeden kierunek, ale ma zwrot zarówno ku Bogu i ku człowiekowi, choć i tak moc Dobra pozostaje w Bogu i tylko w Nim. To z tego powodu, człowiek zasadnie nazywa Go Panem. Poddanie się tej logice przez człowieka, to poddanie się prawdzie o Bogu i poddanie się prawdzie o sobie samym, iż nie ma Dobra dla człowieka poza Bogiem. Poddanie się tej prawdzie, nie mentalnie tylko, ale dobrą wolą i działaniem, wtedy tylko, staje się ona kluczem do bramy nieoczywistej rzeczywistości, nawet dla człowieka wiary. Choć ma on wiedzę o Bogu, ma wiedzę o człowieku i ma wiedzę o Dobru, to nie rozumie lub może nie rozumieć, czym jest prawda wiary. Tę zrozumieć może ten tylko, kto już ma takie doświadczenie. Jest tak, co jest bolesną konstatacją dla Kościoła, bo jakże często spotkać w Nim można ludzi przekonanych o swoich racjach i przewagach, ale z niedoborem liderów duchowych i wzorców duchowych w odniesieniu do tego, na czym polega prawda wiary. Prawdą wiary bowiem, jest wyłącznie doświadczenie Boga, a tak Dobra. A Bóg Jest Dobrem udzielającym się i człowiek jest na Jego obraz i podobieństwo stworzony, a ma być przeżywającym to podobieństwo swoim własnym istnieniem. Ta rzeczywistość jest nieoczywista dla ludzi, którzy nie praktykowali dotąd swojej własnej codzienności w tej logice. Którzy nie przyzywali Boga z wiarą, jak ci, o których pisał prorok Izajasz: „Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On rzeknie: Oto jestem!”. I na nic się zda, komukolwiek, czy prostemu człowiekowi wiary, czy liderowi w kościelnej hierarchii, zabieganie dla spraw wiary, jeśli on sam nie doświadczy jej prawdy. Jeśli nie będzie należał tu i teraz do grona sprawiedliwych w perspektywie proroczej: Izajasza, Pawła i, fundamentalnie po pierwsze, Jezusa. Na nic się bowiem nie zda, u progu istnienia w ciele, zachowanie dobrej opinii o sobie samym, gdy sprawiedliwość nie połączy Boga i człowieka ponad granicą życia i śmierci.
Jezus ostrzegał: nie oszukuj ani siebie, ani innych
Nie każdy doświadczy takiej relacji z Bogiem, komunikującym się z człowiekiem nieustannie Dobrem, Którym On Jest, nie przestającym mówić do człowieka w jego duchu Dobrem. Co prawda, współcześnie tym bardziej trudna to mowa, ale potrzeba jest to powtarzać: tymi ludźmi, którzy zrozumieją sens słów Izajasza z czytania niedzielnego, to jedynie są ci, którzy w sercu, w duchu porzuciliby zło, w jakiejkolwiek postaci. Zło, to jest bowiem biblijne jarzmo, które każe wielu, bez ustanku, szukać winy w innych ludziach, albo nie widzieć w nich nic godnego zaangażowania dla ich Dobra. O tym, zachęcając do dobrego postępowania w logice Dobra, mówił Izajasz w ten sposób: „Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem». Tak Izajasz, posługując się określeniem „światła w ciemnościach”, mówi ponownie o Bożej chwale, która będzie podążała za człowiekiem, bo przed nim będzie jego sprawiedliwość. To, co on nazywa „przed człowiekiem”, to jego głębokie, fundamentalne, takie przed Obliczem Boga postanowienie o tym, że w każdej sytuacji, w jakiej się znajdzie, i wobec kogokolwiek, wybierze Dobro i nic poza Dobrem. To jest sprawiedliwość w rozumieniu Biblii, w rozumieniu Ewangelii. Łatwo się oszukiwać w swoim własnym życiu, przekonując siebie, że jest dobre, gdy nie wejdzie się w tę rzeczywistość, jak ją można opisać tak: Takie postępowanie i tylko ta sprawiedliwość w rozumieniu Izajasza, Pawła, Jezusa Jest Dobrą Nowiną o życiu człowieka, tym tu i teraz, i tym po przekroczeniu granicy istnienia w ciele.
Zrozumienie tej prawdy o Dobru i prawdy o dobrym życiu, leży u podstaw nauczania Pawła Apostoła. On widział na własne oczy spełnienie tej prawdy w życiu Jezusa, bo przecież widział Go żywym wtedy, gdy znał już dobrze historię Jego śmierci i złożenia do grobu. To leży u podstaw nauki Pawła, co potwierdzają jego słowa z Listu do Koryntian, przywoływane w Piątą Niedzielę zwykłą: „Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem”. Nie jest łatwo poddać się bowiem Dobru, w każdym drży duch słaby, gdy trzeba dokonać kolejnego poświęcenia, nie wiedząc, co będzie za jego granicą, a opierając się jedynie na wierze, że to co uczyni, zapewne przyczyni się do Dobra. Nawet, jeśli nie tego, jak je człowiek rozumie teraz, bo doświadczenia radości w duchu teraz, ale do jego Dobra wiecznego. To niezwykle trudne, to może wywoływać bojaźń i uświadamiać człowiekowi jego słabość.
Tak się bowiem składa, tak się układa w prawidłowość życiową to, że człowiek poświęcający się Dobru na co dzień, nie będzie doznawał chwały, ulgi, ale spotka się z krzyżem na obraz i podobieństwo Człowieka, Który bez reszty spełnił się Dobrem Swojego Ojca i Boga, Pana Dobra wszystkich. A po Nim, tego samego doświadczyli Jego Uczniowie, którzy to sobie poczytywali za wielką godność. Poza Janem, którego z woli Boga nie dotknęła śmierć z powodów nienaturalnych, to wszyscy pozostali spośród Apostołów, wybranych osobiście przez Jezusa, i którzy za Nim poszli, poddali się przedwczesnej śmierci z powodu Dobra, Którym się udzielali. Nie pozwolili, by odebrano im Dobro z ich pragnień, myśli i uczynków, z ich podejścia do spraw, w jakich się odnajdowali i z ich podejścia do ludzi, z jakimi przychodziło im przeżywać swoje istnienie. W tym, co oznacza dobre postępowanie człowieka tu i teraz, słuchali swojego Nauczyciela, Który mówił i prosił ich tak: „Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie»”. Jezus z wielką powagą mówił do tych, którzy niebawem mieli się stać przewodnikami ludzi. To stwierdzenie, proste i jasne, oczywiste i wymagające wysiłku, to wielkie ostrzeżenie dla Apostołów i wszystkich po nich, mających się za przewodników duchowych, przewodników dusz. Bo, to jedno zdanie Jezusa, to papier lakmusowy postępowania tych, mających siebie za duchowych przewodników ludzi i żądających od innych takiego siebie traktowania. Bo, jeśli ludzie nie chwalą Boga dzięki nim i ich zachowaniu, jeśli inni ludzie nie traktują Boga, jak swojego Ojca, Którym Jest prawdziwie, to może, jednak i mimo nawet wysokiej hierarchii, muszą rozważyć na nowo, kim są i dla kogo są.
To kardynalnie ważne, by człowiek wiary, a w szczególności deklarujący służbę Bogu, nie odbierał Jemu chwały, ale by przysparzał Bogu chwały. By nie cieszył się ze swojej dobrej opinii wśród ludzi, i aby nie po to pracował wśród ludzi, ale by cieszył się prawdziwą radością przewodników duchowych: z powiększania grona wiernych wyznawców Boga Jedynego. To dopiero, bowiem, będzie w logice proroczego stwierdzenie Izajasza o tym, że Boża chwała podąża za człowiekiem, bo czyni Dobro, bo wypełnia Boże Prawo. To decyduje wyłącznie o tym, czy jest sprawiedliwy, nie przed ludźmi, ale przed Bogiem. Czy słucha Boga aż do sprawiedliwości.
Andrzej Roter






