Ewangelia (J 14, 1-12)
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem
Słowa Ewangelii według Świętego Jana
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę».
Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?»
Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście».
Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy».
Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca».
SŁOWO NA NIEDZIELĘ
Czytania liturgiczne: Dz 6, 1-7; 1 P 2, 4-9; J 14, 1-12
Niedziela dobrego ucznia i nauczyciela
Polecenie Jezusa, jakie skierował do Swoich uczniów, już po Swoim zmartwychwstaniu: postawiło ich przed nieznanym: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28, 19-20) Tą tajemnicą, miała być ich codzienność, gdy nie było już Jezusa z nimi ciałem. Tajemnicą miały być ich codzienne decyzje i wybory, stając w duchu przed Obliczem Jezusa, Którego kilka dni wcześniej widzieli żywym. Przez trzy lata podążania za Nauczycielem i Mistrzem, nie musieli decydować o niczym istotnym. Im, uczniom Jezusa wystarczyło żyć obok Niego. A teraz, tajemnicą stało się to, jak przeżywać codzienność. Tajemnicą było to, jak podejmować decyzje, by wypełniać polecenie Mistrza, dopóki również ich dni nie doznają kresu. On, jak referowała to Maryja, Matka Jezusa i Jan, którzy stali pod krzyżem, na którym umierał Nauczyciel, rozstał się z nimi, mówiąc: „Wypełniło się”. (J 19, 30). Te słowa oznaczały nie, co innego, jak zakończenie misji Nauczyciela, Mistrza i Mesjasza, zgodnie z Duchem Boga Jedynego. Te słowa, oznaczały wypełnienie przez ich Nauczyciela proroctw Starego Testamentu. Potwierdzały, definitywne, dopełnienie dzieła odkupienia przez Jego cierpienie i nieludzkie poniżenie, ukrzyżowaniem. Jezus przyjmując na Siebie niewiarygodny ciężar niewinnej śmierci własnej, wziął na Siebie krańcową odpowiedzialność za głoszoną przez Siebie naukę. Była to nauka o Dobru, Którym Bóg Jest i Życiu, Które Jest Dobrem i Które Jest w Dobru.
Apostołowie, jeszcze za życia Nauczyciela, a tym bardziej jako świadkowie Jego zmartwychwstania, nie mieli żadnych wątpliwości, że wszystko to, co stało się z Jezusem, jest z mocy Boga Jedynego. Teraz i oni mieli postępować tak samo, a to znaczyło, że ma być zgodne z Duchem Boga Jedynego i Jego Syna. Jakże, zapewne, wielkie to było wyzwanie, by wiedzieć, jak postępować dla, w większości, prostych ludzi, których życie w ostatnich trzech latach to podążanie po ścieżkach wysokiej teologii. Jezus był w niej, a oni byli obok Niego. Dzięki tej nauce, byli tak głęboko o tym przekonani, że nie może się nic dobrego wydarzyć, kiedy człowiek nie korzysta z mocy Bożej. Już nawet to ogłaszali Judejczykom i tym, którzy mieszkali w Jerozolimie w dniu Pięćdziesiątnicy. Piotr w ich imieniu powiedział to głośno: że to Bóg uczynił Jezusa Mesjaszem i Synem Bożym, żywym i dla żywych. Teraz i on, obarczony większą odpowiedzialnością przez Nauczyciela niż inni, a z nim jedenastu towarzyszy, mieli wejść na duchową drogę ich Mistrza, nauczać i postępować, jak On.
Oni wszyscy, znakomicie pamiętali słowa Jezusa i Nauczyciela, z czasu, gdy podążali za Nim: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” (Łk 9, 23) W tym musieli się odnaleźć nie jako uczniowie, ale nauczyciele. Taką odpowiedzialność Jezus włożył na nich, a oni tę odpowiedzialność wzięli na siebie.
Wcześniej, uczeń
Najbliżsi Jezusowi uczniowie zostali sami, bez Mistrza, Który brał na Siebie wcześniej gniewne, napastliwe reakcje kapłanów i faryzeuszów. Wcześniej to On, tak naturalnie, na co dzień, łączył Sobą dwa wymiary istnienia: i Jego własnego, i ich istnienia. Choć, Jezus przeżywał Swoje Istnienie tak, jak każdy z towarzyszących Mu dwunastu, to jednocześnie sięgał po moc z daleka. Widzieli to z najbliższej odległości. On dokonywał czynów i dzieł, jakich nie mógłby dokonywać nikt, z kim Bóg wszechmogący nie byłby jednością. Nieco już to posmakowali, bo znali z własnego doświadczenia dzięki Jezusowi. To, co czynił mocą Bożą było niezwykłe, a kiedy udzielił się im tą samą mocą, to i oni mogli się nią posługiwać wobec potrzebujących w Galilei, co wzbudziło w nich wielką radość i dumę. Oni wtedy, choć tylko uczniowie, to jednak przez czas jakiś, dysponowali mocą Bożą podobnie, jak ich Nauczyciel.
A teraz, kiedy są bez Jego nieustannej Obecności, kiedy pojawiają się problemy we Wspólnocie, jak te, zgłaszane przez hellenistów, pojawiała się ta trudność także: jak przejść, w duchu, od roli ucznia do nauczyciela i jak pełnić tę rolę dobrze? To pytanie, jest nie tylko aktualne w życiu osób, deklarujących pójście całym swoim życiem za Jezusem, całą swoją codziennością, choć w ich przypadku odpowiedzialność jest wielka, bo odpowiadają nie tylko za siebie i swoje Dobro. Wzięli odpowiedzialność na wzór Nauczyciela i Mistrza za życie wieczne wszystkich, z jakimi przychodzi im przeżywać ich istnienie.
To pytanie jest też aktualne dla każdego człowieka wiary, który próbuje żyć na sposób duchowy i przed Obliczem Jezusa w miejscu, w którym jest i nie tracąc nic z mocy Boga Jedynego, Którą Jezus czynił to, co konieczne dla Dobra.
Teraz, nauczyciel
Mimo praktykowania mocy Bożej dla Dobra innych za życia Jezusa to oni, uczniowie Jezusa, chyba nadal nie rozumieli do czasu, na czym polegał ten tajemniczy związek dwóch Osób: Jezusa i Boga Ojca. W konsekwencji tego faktu, do świętego dnia Pięćdziesiątnicy nie rozumieli raczej, na czym miała polegać ich relacja z Bogiem, już nie uczniów, ale nauczających w Imię Mistrza i posługujących się Jego mocą do Dobra. Ale jednocześnie, od tego dnia i za ten fakt, który można opisać tak: Jezus i Nauczyciel, spaja dwa wymiary istnienia ludzkiego, oni wtedy byli już gotowi dać świadectwo. Nawet, swoim istnieniem. Są od tego dnia i podobnie, jak ich Nauczyciel gotowi do tego, by na ich świadectwie inni budowali swoje Credo. Bo, są pewni, że On Jest Synem Człowieczym i Synem Bożym, że wstąpił do nieba i jednocześnie, że Jest Obecny, Jest żywy i dla żywych i taka jest też ich, upragniona przyszłość. A to jest Dobra Nowina, już także ich jako nauczycieli. I, zgodnie z tak opisanym przedmiotem wiary, mają świadomość i cieszy ich to, że przed Jego Obliczem mają wypełnić polecenie Nauczyciela zmartwychwstałego, by nauczać ludzi Jego Ewangelii. Ona łączy dwa wymiary istnienia człowieka. A, duchowy przemienia to, co nietrwałe, w wieczne.
Ten związek i zależność dwóch wymiarów Istnienia, był istotą nauczania Jezusa. W tym, jak wiedzieli to uczniowie już po Jego zmartwychwstaniu i zesłaniu na nich Ducha, leżała cała tajemnica tego, z jakim szacunkiem ludzie zwracali się do Jezusa: Rabbuni – Nauczycielu. Tę spójność dwóch wymiarów istnienia, Jezus potwierdzał cudami. A teraz, jeśli oni mają spełnić polecenie Jezusa o głoszeniu Ewangelii wśród ludzi, to muszą dobrze odnaleźć się w tym, co będzie ich codziennością i zasadniczą rolą życiową: nauczyciela i nauczycielską. Oni, od teraz, mają być Jego twarzą, głosem, rękoma.
Gdy helleniści, w Jerozolimie, głośno protestowali wobec uczniów Jezusa, że ich wdowy wymagają takiej samej opieki, jak wdowy Hebrajczyków, to minęło zaledwie kilkanaście tygodni od tych pamiętnych dni, kiedy ukrzyżowano Jezusa, złożono Go do grobu, a On zmartwychwstał. Teraz, oni muszą reagować na ludzkie i codzienne sprawy, ale przecież nie inaczej, jak w Duchu ich Nauczyciela. Ich decyzje muszą mieć duchowy wymiar i co za tym idzie, zapewniać trwałe Dobro. Ich decyzje muszą domykać te przestrzenie relacji, jakie rodzą się i utrwalają w ich młodej wspólnocie wierzących, które mogłyby wypełnić się złym duchem. Gdy nie ma z nimi Jezusa, to oni dziś i teraz muszą być, jak On: nauczycielem i mistrzem. Tę rolę pragną wypełnić dobrze.
Nauczać dobrze
Uczniowie Jezusa, serdecznie z Nim związani pamięcią i pokojem w sercu, mieli jedno pragnienie: wypełnić dobrze Jego polecenie, by nauczać Ewangelii. Od tego zależeć miało przecież, jak wielu ludzi pozna duchową tożsamość Jezusa, a wraz z wiarą w Niego, jak wielu doświadczy tajemniczej dotąd spójność prawdy o Bogu i prawdy o człowieku. Od tego, jak Piotr wraz z Jedenastoma będą postępować, teraz już jako nauczający Ewangelii oraz od tego, jakie będą podejmować decyzje we Wspólnotach, zależeć ma, jak wielu w nich skorzysta z tej, duchowej wiedzy. Oni doświadczyli jej wraz z ich własną dojrzałą wiarą. Bo, wraz z praktykowaniem postępowania zgodnego z Duchem Dobra ich Mistrza i Boga Jedynego, doświadczali błogosławieństwa wiary. I tego mieli nauczyć innych, tak jak Jezus ich tego uczył. Po to mieli sięgać, dobrze pełniąc nauczycielską rolę.
Jak referuje to niedzielna Ewangelia, do tego dnia, gdy to uczniowie stali się nauczycielami ludzi, Jezus przygotowywał ich cierpliwie. A oni, mimo to, nie wszystko rozumieli z Jego nauk. Nawet, nie wszystko rozumieli z tego, co odnosiło się do nich. Ewangelia z Piątej Niedzieli Wielkanocnej jest tego obrazem i dowodem. Było tak, jak może się zdawać, bo niełatwo jest człowiekowi zrozumieć, na czym polega przenikanie się obu wymiarów istnienia człowieka i jego życia, dopóki nie podda się wskazówkom co do tego, co jest dobrym postępowaniem i nie zacznie praktykować w ten sposób własnej codzienności. Bo takie postępowanie jest, jak magnes Dobra, Którym Bóg Jest. Jest, jak woda wylana na suchą ziemię.
Człowiek, co łatwo zapomnieć będąc, jak każdy, poganianym przez codzienność, przecież jest istotą duchową, a jedynie przeżywającą istnienie w ciele. Tak, naturalnie i z natury, jest nosicielem dwóch wymiarów. I, ta wydawać się może wielu ludziom, że tylko teoretyczna dychotomia, to wbrew takim pozorom, to jednocześnie bardzo praktyczna trudność, a jeśli się ją pokona, to i podstawowa wiedza dla dobrego przeżywania swojego istnienia.
To ważne, by podkreślić, że jest to podstawowa wiedza, bez której trudno jest pełnić dobrze rolę nauczyciela przez tych, którzy zadeklarowali, że wybrali życie duchowe w Imię Jezusa. A ponieważ, łatwiej jest człowiekowi podejmować decyzje w wymiarze materialnym, to kwestia powyższa jest też wciąż żywym zadaniem i nieustannie odnawiającym się celem do osiągania w każdej decyzji i każdym wyborem. Od potraktowania dobrze tej dychotomii, czyli nie inaczej, jak wyzwania dla codzienności, jak zadania do wykonywania i, jak bramy do Dobra własnego, zależeć będzie odczuwanie przez człowieka spełniania się dla niego i w nim odwiecznego planu Stwórcy. A planem Stwórcy jest, by człowiek spełnił się na Jego obraz i podobieństwo.
To kluczowa kwestia dla osób, pragnących być nauczycielami na obraz i podobieństwo Jezusa, Nauczyciela i Mistrza, a zatem dla osób, które mają ambicję duchową, by nauczać dobrze, by być dobrym nauczycielem na podobieństwo Jezusa, któremu zadedykowali swoje istnienie.
Dobrze, tylko jak
Pierwsze czytanie z niedzielnej Liturgii Słowa, relacjonuje, jak sobie radził Piotr wraz z Jedenastoma z przeżywaniem istnienia własnego, istnienia Wspólnoty i istnienia we Wspólnocie wierzących. Dzieje Apostolskie w niedzielnym tekście liturgicznym ujawniają, że Apostołowie bardzo uważnie reagowali na oczekiwania, a nawet na twarde pretensje ich bliskiego otoczenia. Nie uciekali od problemu, bo poważnie traktowali wszystkich, należących do Wspólnoty. A przecież, helleniści mogli być traktowani nie wiele lepiej w tamtym czasie przez prawowiernych Żydów niż niegdyś Samarytanie. Apostołowie, jak pisze o tym Łukasz w Dziejach Apostolskich, w tamtej sytuacji szybko i dobrze skorzystali z rozwagi nad tym, jaka jest ich rola w tej sprawie. Szybko skorzystali z namysłu nad tym, jak sprawa ta winna być uregulowana we Wspólnocie. Nie zachowali się wtedy, jak ludzie władzy, którym należy się podporządkować, ale jak uczestnicy sprawy, rozważanej we Wspólnocie. Nie zachowali się tak, by problem odrzucić, rozmyć, ale by go rozwiązać we Wspólnocie, zachowując pokój.
Ten krótki tekst z Dziejów Apostolskich, to wzorzec dla liderów duchowych dla ich postępowania w każdym czasie i pokoleniu. To wskazówka nie do tego, jak mogą, ale do tego, jak muszą się odnajdować we Wspólnocie, by ich odpowiedzialność została spełniona na sposób duchowy, a chyba nawet trzeba uznać na podstawie tego tekstu, że wprost Boży i Jezusowy. Jednocześnie, to może być, jak wyrzut dla tych osób, które pełnią role liderów duchowych, jeśli na nowe sytuacje we wspólnocie, reagować chcieliby nie tak, jak Piotr i jego jedenastu towarzyszy. Inne reagowanie zbliżało by ich raczej do arcykapłanów za dni Jezusa. Oni traktowali siebie jako jedyny głos wspólnoty Judejczyków, a nie głos we wspólnocie Judejczyków, którym służą.
Ta historia z Dziejów Apostolskich, przywołana przez Kościół tej Niedzieli, to jak syntetyczny opis specyficznego stylu życia i działania pierwotnego Kościoła. Jakże się on różnił od starotestamentowej wspólnoty wierzących w Boga Jedynego, poddanych autorytarności arcykapłanów i ich poglądom na to, co ma lub nawet musi być dobre dla Izraela, gdyż było to ich zdanie. Niechlubnym faktem raczej roli, a nie misji kapłańskiej, ale pełnionej przez najwyższego kapłana w dniach Jezusa, którym był wtedy Kajfasz, było wydanie przez niego wyroku śmierci na niewinnym Galilejczyku. Motywował to swoją interpretacją tradycji i Pisma. A jego interpretacja odwzorowywała nie Ducha, ale to, co on miał za dobre dla Izraela, a na pewno dla niego samego. Był bowiem i on i jego rodzina bardzo zamożnymi dzięki temu, że w relacji Izraela, w którym Kajfasz miał władzę i Rzymu, reprezentowanego przez Piłata, arcykapłanowi udawało mu się, przy współpracy z namiestnikiem Judei, zachowywać względny spokój. A wtedy, to on mógł zarządzać kultem religijnym, z korzyściami dla siebie i jego bliskich. Przekaz historyczny ujawniał, że z jego władzą religijną była związana władza cywilna i wielki majątek.
A życie pierwszej Wspólnoty, i nie jest to tylko wizja czy pogląd albo interpretacja, ale praktyka, realizowało się, nie bez problemów i niepewności, ale na wspólnej drodze wierzących Jezusowi. Tę wspólność, dobrze zreferował Piotr, przywołując tradycję wiary, jaką można byłoby nazwać Mojżeszową, bo opartą o zawierzenie Mojżesza wobec Słów Boga i Jego zapowiedzi, kim się stanie Lud Wybrany: „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali chwalebne dzieła Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła”. Piotr, w obliczu problemu Wspólnoty, nie miał siebie za arcykapłana, dysponującego wprost królewską władzą nad każdym wierzącym i nad całą Wspólnotą. On miał siebie, tylko i aż, za jednego z uczestników narodu świętego, a nie miał siebie za jedynego świętego i to z obowiązkami wykazywania nieustannie braku świętości innym we Wspólnocie, jak choćby hellenistom. Mógłby ich przecież oskarżyć, co znane jest z późniejszej historii, o rozbijanie jedności, o brak lojalności wobec autorytetów. Piotr postępował inaczej, bo jak jego Nauczycieli i Piotra rozumienie tego proroczego zdania, ujawniane jest poprzez tę historię, opisaną niedzielnym tekstem z Dziejów Apostolskich. Jego rozumienie Bożego oczekiwania od Mojżesza i Ludu Wybranego, oznaczało wzajemne słuchanie siebie nawzajem i wspólne postanawianie o środkach zaradczych.
Dobre wybory nauczyciela
W sprawie, opisanej przez Łukasza w Dziejach Apostolskich, przywołanej przez Kościół tej Niedzieli, do niedawna uczniowie Jezusa, dali dowód dojrzałości we właściwym, ewangelicznym rozumieniu ich powołania, referowanego przez to jedno polecenie Jezusa: Idźcie na cały świat i nauczajcie Ewangelię. Oni dali dowód tego, że już nie są tylko uczniami, ale podążają drogą nauczycielską, jak ich Mistrz. Nie angażowali się w to, co odrywać ich miało od wypełniania ich roli nauczyciela i nauczającego. Nie pozwalali sobie na to, by jako naśladujący Jezusa jako Nauczyciela i Mistrza, mieli poświęcać czas i energię na to, co nie było modlitwą i głoszeniem Ewangelii. Wprost wyłączali się z tego, co dziś moglibyśmy nazwać administrowaniem, organizowaniem, zarządzaniem, kierowaniem.
Szukając analogii do współczesności, to jakby we wspólnocie parafialnej albo diecezjalnej, duszpasterze wszelkie czynności, które nie są głoszeniem Słowa Bożego i modlitwą, nie są apostolstwem, jak oczekiwał tego Jezus, przekazywali do rady parafialnej lub diecezjalnej, czy rady ekonomicznej, a one komunikowałby się skutecznie z wierzącymi, planując cele i sposób ich wypełniania. W takich sprawach, Apostołowie uczestniczyli jako jeden z głosów. Wydaje się to oczywistym wyborem duszpasterskim osoby stanu duchownego, patrząc na praktykę wyborów, dokonywanych przez najbliższych uczniów Jezusa, opisanej w Dziejach Apostolskich. W każdym bądź razie, taki wybór Apostołów odnośnie pełnienia nauczycielskiej roli, przynosił dobre owoce, jak relacjonował to święty Łukasz: „A słowo Boże szerzyło się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę”. Gdyby się temu przyjrzeć bliżej współcześnie i zmienić praktykę duszpasterską w parafiach i diecezjach, to może udałoby się znaleźć nowy punkt zwrotny. Może byłby to punkt zwrotny dla tych, podstawowych wspólnot wierzących Kościoła Powszechnego. Cierpi On przecież z powodu malejącej liczby powołań do stanu duchownego i jednak nadal, malejącej liczby osób wierzących, które potwierdzałby to praktykami sakramentalnymi i angażowaniem się w życie parafii, przecież Wspólnoty, a już choćby w przypadku młodych ludzi, udziałem w katechezie?
Dowód na dobre nauczanie
Jak wiele zależy od dobrego nauczania, jak wiele zatem zależy od nauczyciela, który pełni swoją rolę dobrze, wyjawiał Dawid, król i prorok w treści psalmu z niedzielnej Liturgii Słowa. Człowiek wiary dobrze, by zrozumiał dzięki dobremu nauczycielowi, czyli temu, który wie, jak nauczać, bo naucza na podstawie swojego doświadczenia, co oznaczają dla niego i na co dzień te, fundamentalne fakty, przywoływane przez natchnionego autora: „Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, na tych, którzy oczekują Jego łaski, aby ocalił ich życie od śmierci i żywił ich w czasie głodu”.
Nauczyciel, który naucza, samemu zachowując w duchu swoją obecność przed Obliczem Pana, czyli tak, jakby Jego oczy były na niego nieustannie zwrócone, dobrze zrozumie niezwykle trudne i złożone zdanie, wypowiedziane przez Piotra: „Przybliżając się do Pana, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, miłych Bogu przez Jezusa Chrystusa”. To słowa nauczyciela, szanującego każdego z uczniów. Dowodzą, że Piotr ma głęboką świadomość, iż on jako nauczyciel, ale i każdy uczeń z nim, są wspólnie i każdy z osobna taką samą świątynią w relacji do Boga Jedynego. Słowa Piotra, to słowa nauczyciela, podążającego wspólnie z nauczanymi i cieszącego się z tych samych pożytków, z podobnych osiągnięć. Bo ich doświadczeniem: nauczyciela i ucznia, jest ten sam Duch Dobra. Dobry nauczyciel ma bowiem świadomość tego, że różni się od nauczanych jedynie głębokością praktykowania Dobra, o czym uczy i co wykorzystuje w nauczaniu, praktykując Dobro doskonale. Ma świadomość różnicy pełnionej roli, ale nie różnicy w godności. Piotr znakomicie pamiętał, że Jezus, Mistrz i Nauczyciel umył mu nogi, a nie on Jezusowie.
Przywołane słowa Piotra z jego listu, dobrze oddają ducha, z jakim pełniący rolę nauczycieli i duchowych liderów w Kościele od zawsze, tak samo dziś, winni pracować we Wspólnocie Kościoła. Dzięki ich nauczaniu, ich uczniowie winni mieć pełną świadomość, co te słowa oznaczają dla nich, z punktu widzenia ich Dobra własnego. A jeśli mają tego świadomość, to i postępowanie ich będzie dobre. I to jest dowód na dobre nauczanie. W tym może się kryć wielka tajemnica Jezusa, Mistrza i Nauczyciela oraz Jego nauczania, że On sam był nieustannie uczniem, słuchającym w Duchu Słów Nauczyciela i Stwórcy, odważnie i nieustannie poddającym tym Słowom swoją wolę. A, jeśli takiego rozumienia byłoby brak lub byłby choćby jego niedostatek w Kościele, świadczyć to może o starotestamentowej metodzie nauczania, stosowanej przez kapłanów za dni Jezusa, której brakowało Ducha.
Autor natchniony Dziejów Apostolskich wydaje dziś świadectwo o Piotrze i jego nauczaniu, gdy mówi tak: „A słowo Boże szerzyło się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę”. To bardzo jednoznaczna relacja, to bardzo wymowne kryterium oceny Piotra i Jedenastu jako nauczycieli, którzy zadeklarowali, że wypełniać będą wezwanie Jezusa do tego, by iść na cały świat i głosić Jego Ewangelię. Czynili to prawdziwie dla Niego i zgodnie z Jego Duchem, co jest źródłem sukcesu, jak należy sądzić. Nie głosili własnej interpretacji na potrzeby zachowania starotestamentowego status quo i odbudowanej kilkaset lat wcześniej Świątyni Jerozolimskiej, której bronili arcykapłani i starsi ludu. A Jezus mówił, że prawdziwym, trwałym Dobrem Bożym dla człowieka wiary Jest ta świątynia, Którą On odbuduje w trzy dni. To świątynia w Duchu i prawdzie, o której opowiadał Jezus już Samarytance u podnóża góry Garizim.
Andrzej Roter






